Sukces pierwszego EV
Ferrari Luce miało być jednym z najbardziej ryzykownych projektów w historii producenta z Maranello, ponieważ po raz pierwszy firma zbudowała seryjny samochód całkowicie elektryczny, zrezygnowała z centralnie umieszczonego silnika spalinowego, zaproponowała pięć pełnowymiarowych miejsc i zamknęła wszystko w nadwoziu, które od chwili premiery podzieliło fanów motoryzacji bardziej niż jakikolwiek inny współczesny model marki. Ryzyko szybko zaczęło jednak przynosić wymierne rezultaty. Roczny cel sprzedaży Ferrari Luce, wynoszący niespełna 500 egzemplarzy przeznaczonych na 2026 rok, został osiągnięty wcześniej, niż zakładano — według informacji uzyskanych przez „Financial Times” komplet zamówień zebrano już wcześniej w lipcu, a wiadomość została szerzej opublikowana pod koniec miesiąca, zaledwie około dwóch miesięcy po światowej premierze samochodu z 25 maja 2026 roku.
Trzeba przy tym doprecyzować, że nie chodzi o fizyczne dostarczenie wszystkich samochodów klientom w ciągu kilku tygodni, lecz o zakontraktowanie całej puli produkcyjnej przewidzianej na pierwszy rok. W segmencie najbardziej ekskluzywnych samochodów to właśnie liczba potwierdzonych zamówień, wpłaconych depozytów oraz przydzielonych klientom egzemplarzy określa, czy model można uznać za wyprzedany. Ferrari Luce przeszło ten test błyskawicznie, mimo ceny wynoszącej około 550 tys. euro przed doliczeniem kosztownych opcji personalizacyjnych i mimo niezwykle intensywnej krytyki, jaka pojawiła się po odsłonięciu jego stylistyki.
Ferrari Luce osiągnęło cel sprzedaży na 2026 rok
Sukces sprzedażowy Ferrari Luce nie polega wyłącznie na tym, że znaleziono niespełna 500 osób gotowych zapłacić ponad pół miliona euro za elektryczny samochód. Ferrari od lat zarządza podażą w taki sposób, aby utrzymywać ekskluzywność, chronić wartość swojej marki i nie dopuszczać do nadmiernego zwiększania liczby aut dostępnych na rynku. W tym przypadku szczególnie ważne było sprawdzenie, czy klienci zaakceptują Ferrari, które nie ma silnika V8 lub V12, nie wydaje tradycyjnego mechanicznego dźwięku i pod wieloma względami jest bardziej luksusowym, pięcioosobowym grand tourerem niż klasycznym supersamochodem. Osiągnięcie rocznego celu w około dwa miesiące pokazuje, że część najzamożniejszych klientów nie tylko zaakceptowała tę koncepcję, lecz była gotowa zamówić samochód przed rozpoczęciem regularnych dostaw i przed pojawieniem się długoterminowych testów użytkowych.
Dyrektor generalny Ferrari Benedetto Vigna poinformował podczas prezentacji wyników za drugi kwartał, że firma jest bardzo zadowolona z zainteresowania modelem, a zamówienia napływają zarówno od dotychczasowych właścicieli Ferrari, jak i od nowych klientów. Jednocześnie podkreślił, że producent nie musiał stosować agresywnych metod sprzedaży, odpowiadając w ten sposób na spekulacje, według których zakup Luce miał być powiązany z możliwością otrzymania przydziału na inne, bardziej limitowane modele. Ferrari utrzymuje, że zainteresowanie jest globalne, chociaż niezależne źródła wskazują na wyjątkowo duży udział klientów z Chin.
Czy 500 samochodów to naprawdę spektakularny wynik?
Na tle producentów masowych liczba 500 egzemplarzy może wydawać się symboliczna, jednak Ferrari działa według zupełnie innego modelu biznesowego. W 2025 roku firma dostarczyła na całym świecie 13 640 samochodów, dlatego pierwszy roczny wolumen Luce odpowiada tylko kilku procentom całkowitej sprzedaży marki. Nie jest to więc model, który ma zdominować gamę lub natychmiast zastąpić auta spalinowe, lecz starannie kontrolowany produkt pozwalający sprawdzić reakcję klientów, rozwinąć technologię i wejść do nowego segmentu bez osłabiania ekskluzywności.
Jeszcze ważniejsza jest potencjalna wartość finansowa zamówień. Przy cenie bazowej około 550 tys. euro pula niespełna 500 samochodów oznacza przychód katalogowy zbliżający się do 275 mln euro, zanim zostaną uwzględnione indywidualne lakiery, specjalne materiały, rozbudowane pakiety wyposażenia oraz elementy tworzone w ramach programu personalizacji. W Ferrari dodatkowe opcje mają ogromne znaczenie dla rentowności, a w 2026 roku popyt na indywidualne konfiguracje był jednym z czynników wspierających wyniki producenta. W drugim kwartale firma osiągnęła 1,938 mld euro przychodów, o około 8 proc. więcej niż rok wcześniej, mimo że liczba dostarczonych samochodów spadła do 3366 egzemplarzy. Pokazuje to, że w przypadku Ferrari wzrost wartości sprzedaży nie musi wynikać ze zwiększania produkcji — może być efektem droższego miksu modelowego i coraz bardziej rozbudowanej personalizacji.
Dlaczego klienci zamawiają elektryczne Ferrari Luce?
Najprostsza odpowiedź brzmi: ponieważ Ferrari Luce nie próbuje być jedynie elektryczną wersją istniejącego supersamochodu. Inżynierowie z Maranello opracowali nową architekturę, która pozwoliła wykorzystać zalety nisko umieszczonego akumulatora, czterech silników elektrycznych oraz niezależnego sterowania momentem obrotowym każdego koła. Samochód oferuje ponad 1000 KM, przyspiesza od 0 do 100 km/h w około 2,5 sekundy i osiąga prędkość maksymalną bliską 310 km/h. Akumulator o pojemności 122 kWh ma zapewniać zasięg przekraczający 530 km, maksymalne napięcie układu wynosi 880 V, a moc szybkiego ładowania sięga 350 kW.
Osiągi są jednak tylko częścią odpowiedzi, ponieważ na rynku istnieją już samochody elektryczne rozwijające ogromną moc i przyspieszające do 100 km/h w czasie krótszym niż trzy sekundy. Ferrari musiało stworzyć coś, co uzasadnia cenę wielokrotnie wyższą od większości szybkich samochodów elektrycznych. Dlatego Luce otrzymało aktywne zawieszenie, skrętną tylną oś, zaawansowany system wektorowania momentu obrotowego, odłączane przednie silniki oraz centralny układ sterujący analizujący zachowanie samochodu setki razy na sekundę. Przednia oś rozwija 210 kW i może zostać odłączona podczas spokojnej jazdy, aby ograniczać zużycie energii, natomiast konstrukcja podwozia wykorzystuje aluminium pochodzące w 75 proc. z recyklingu.
Dźwięk bez silnika spalinowego
Jednym z najtrudniejszych zadań było stworzenie emocji, które w tradycyjnych Ferrari wynikają z pracy jednostki napędowej, zmiany przełożeń oraz narastającego dźwięku wydechu. Producent nie zdecydował się na zwykłe odtwarzanie syntetycznego brzmienia z głośników. W Luce specjalny czujnik rejestruje rzeczywiste drgania układu elektrycznego, które następnie są wzmacniane w sposób porównywany przez Ferrari do działania gitary elektrycznej. Kierowca może też korzystać z łopatek Torque Shift Engagement, zmieniających sposób rozwijania i redukowania momentu obrotowego, dzięki czemu samochód ma angażować prowadzącego mocniej niż typowy pojazd elektryczny z jednolitym, natychmiastowym przyspieszeniem.
To rozwiązanie nie zastąpi emocji związanych z wysokoobrotowym silnikiem V12 i prawdopodobnie nie przekona najbardziej konserwatywnych miłośników marki. Może jednak trafić do klientów, którzy oczekują nowoczesnej technologii, ekstremalnych osiągów i rozpoznawalnego emblematu Ferrari, a jednocześnie używają samochodu w miejscach, gdzie cicha jazda, brak lokalnych emisji i możliwość ładowania w prywatnym garażu mają większe znaczenie niż tradycyjny układ napędowy.
Kontrowersyjny design Ferrari Luce nie odstraszył kupujących
Za projekt Ferrari Luce odpowiadała agencja LoveFrom założona przez Jony’ego Ive’a i Marca Newsona, współpracująca z zespołem stylistycznym Ferrari. Ive, przez lata związany z projektowaniem produktów Apple, nie próbował stworzyć kolejnego niskiego coupé przypominającego modele z silnikiem umieszczonym centralnie. Luce otrzymało cztery drzwi, pięć miejsc, praktyczny dostęp do przestrzeni bagażowej, krótki przód, rozbudowaną kabinę i masywne proporcje podporządkowane aerodynamice oraz umieszczeniu dużego akumulatora w podłodze. Samochód ma około pięciu metrów długości, waży 2260 kg i porusza się na kołach o średnicy 23 cali z przodu oraz 24 cali z tyłu.
Stylistyka natychmiast wywołała falę porównań z tańszymi modelami innych producentów, a część komentatorów uznała, że samochód nie wygląda wystarczająco agresywnie jak na Ferrari kosztujące 550 tys. euro. Paradoksalnie właśnie ta odmienność mogła pomóc Luce. Najzamożniejsi kolekcjonerzy często nie szukają samochodu powszechnie akceptowanego, lecz przedmiotu rozpoznawalnego, rzadkiego i rozpoczynającego nowy rozdział w historii marki. Pierwsze całkowicie elektryczne Ferrari spełnia wszystkie te warunki, niezależnie od tego, czy jego wygląd zostanie po latach uznany za wizjonerski, czy pozostanie jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów z Maranello.
Wnętrze również nie przypomina typowej kabiny współczesnego samochodu elektrycznego zdominowanej przez jeden ogromny ekran. LoveFrom połączyło wyświetlacze z fizycznymi przyciskami, metalowymi pokrętłami, szkłem i elementami obsługiwanymi dotykiem. To interesujący zwrot, ponieważ Jony Ive jest kojarzony z popularyzacją minimalistycznych urządzeń sterowanych ekranem, tymczasem w Ferrari postawiono na mechaniczne reakcje i wyczuwalny opór przełączników, które mają budować bardziej osobistą relację kierowcy z samochodem.
Chiny napędziły popyt na Ferrari Luce
Jednym z najważniejszych powodów szybkiego zapełnienia portfela zamówień było zainteresowanie klientów w Chinach, gdzie luksusowa elektromobilność jest znacznie bardziej rozwinięta niż na wielu rynkach europejskich. Chińscy nabywcy samochodów premium od lat mają kontakt z mocnymi, technologicznie zaawansowanymi pojazdami elektrycznymi, dlatego brak silnika spalinowego nie musi być dla nich barierą. Ważniejsze mogą okazać się prestiż, innowacyjność, miejsce na tylnej kanapie, możliwość poruszania się po zatłoczonych metropoliach oraz wyjątkowo ograniczona dostępność modelu.
Pod koniec czerwca pojawiły się doniesienia, że cała początkowa pula 88 egzemplarzy przeznaczonych dla Chin została natychmiast zarezerwowana. Informacje te były później częściowo kwestionowane przez lokalnych dealerów, którzy twierdzili, że nadal przyjmują zamówienia, dlatego dokładną skalę chińskiego „sold out” należy traktować ostrożnie. Nie zmienia to jednak szerszego obrazu: źródła cytowane przez „Financial Times” oraz Reutersa wskazują, że silny popyt z Chin miał istotny udział w osiągnięciu globalnego celu sprzedaży na 2026 rok.
Drugą ważną grupę mają stanowić zamożni przedsiębiorcy i inwestorzy związani z amerykańskim sektorem technologicznym, szczególnie z Doliną Krzemową. Dla osób od lat korzystających z elektrycznych samochodów premium Luce nie jest odejściem od tradycji, lecz połączeniem znanej technologii z najbardziej prestiżową marką sportową. Ferrari może dzięki temu docierać do klientów, którzy wcześniej cenili firmę, ale niekoniecznie chcieli kupować głośny, dwuosobowy supersamochód o ograniczonej funkcjonalności.
Platinium Hub – miejsce dla fanów biznesu, luksusu i motoryzacji
Jeżeli interesują Cię najważniejsze premiery motoryzacyjne, analizy rynku premium oraz przyszłość luksusowych marek samochodowych, warto regularnie śledzić publikacje Platinium Hub. To miejsce, gdzie motoryzacja spotyka się z biznesem, inwestycjami i najnowszymi trendami wpływającymi na globalny rynek dóbr premium. Dla osób planujących zakup samochodu klasy premium lub sportowego wsparciem może być również Platinium Cars, specjalizujące się w wyszukiwaniu, finansowaniu oraz leasingu najbardziej pożądanych modeli na rynku.
Obserwuj również @platiniumhub na Instagramie, aby być na bieżąco z najciekawszymi premierami motoryzacyjnymi, wydarzeniami branżowymi, analizami rynku luksusowych aut oraz najnowszymi okazjami inwestycyjnymi ze świata biznesu i motoryzacji premium.

