Po raz pierwszy w historii kluby Ekstraklasy zamknęły sezon z przychodami powyżej 1,5 mld zł. Brzmi jak wielki sukces i w dużej części nim jest. Ale gdy przeczytaliśmy cały raport Grant Thornton, najciekawsze okazało się to, co kryje się pod rekordem: kto na tych pieniądzach zarabia, kto dokłada, a kto żyje z cudzej łaski i co to świadczy o całej polskiej piłce.
Rekord, który mówi mniej, niż się wydaje
W sezonie 2025/2026 kluby PKO Banku Polskiego Ekstraklasy zarobiły łącznie 1 587 mln zł. To o 317 mln więcej niż rok wcześniej, czyli wzrost o prawie jedną czwartą. W sezonie 2022/2023 było to 922 mln zł, więc w trzy lata przychody urosły o ponad 70%. Wzrosły we wszystkich kategoriach.
Raport dzieli pieniądze na cztery strumienie: dzień meczowy (bilety, karnety, catering), przychody komercyjne (głównie sponsorzy), prawa medialne i marketingowe oraz transfery. Pierwsze trzy to tak zwana działalność podstawowa, czyli pieniądze, które klub zarabia bez sprzedawania piłkarzy. W tym sezonie było to 1 286 mln zł, o 22% więcej niż rok wcześniej.
Naszym zdaniem właśnie ta liczba jest ważniejsza niż nagłówkowe 1,5 mld zł. Transfery są kapryśne: raz klub sprzeda gwiazdę za dziesiątki milionów, a rok później nikogo. Sam raport zaznacza zresztą, że nie należy zakładać, iż będą rosły tak jak sponsoring.

Sponsor, telewizja, kibic
Największy strumień to sponsorzy: 530 mln zł, czyli 41% działalności podstawowej, o niemal 30% więcej niż rok wcześniej. Drugi to prawa medialne: 478 mln zł. Z tej kwoty 63% pochodziło od samej Ekstraklasy SA, a 34% od UEFA. Liga wypłaciła klubom rekordowe 301,1 mln zł, ponad dwa i pół raza więcej niż w sezonie 2013/2014 (115,2 mln zł). Dzień meczowy przyniósł 278 mln zł i rósł najszybciej: o 30%.
Czy w Ekstraklasie jest równowaga?
Nie. Sześć najbogatszych klubów, czyli Legia, Lech, Jagiellonia, Raków, Górnik i Pogoń, miało niemal 66% wszystkich przychodów ligi. Każdy z nich przekroczył 100 mln zł. Wśród klubów z pełnymi danymi Radomiak i Arka miały po około 36 mln zł.
Granica przebiega, naszym zdaniem, wzdłuż europejskich pucharów. Raport sam wskazuje, że czołówka bogaci się dzięki regularnym występom w Europie. Wyjątek potwierdza regułę: Górnik Zabrze niemal podwoił przychody, z 57,5 do 111,0 mln zł, ale i on potrzebował do tego sukcesu sportowego. Zabrzanie zostali wicemistrzami Polski i po 54 latach wygrali Puchar Polski.

Legia pierwsza, Lech mistrzem
W przychodach ogółem znów wygrała Legia Warszawa z wynikiem 290,5 mln zł, mimo że sportowo był to dla niej słaby sezon( 6. miejsce). Zawdzięcza to transferom, które dały jej 88,3 mln zł. Gdy je odliczymy, na czele jest Lech Poznań: 233,2 mln zł wobec 202,1 mln zł Legii. Mistrz Polski miał najwyższe w lidze przychody komercyjne, z dnia meczowego i z merchandisingu, a od UEFA dostał blisko 58 mln zł.
I tu pierwsza nauka: Legia sprzedała zawodników za blisko 90 mln zł, a mimo to zakończyła sezon ze stratą 17,5 mln zł. Klub sam przyznaje, że pieniądze z transferów poszły na pokrycie niższych od planu przychodów z rozgrywek. To dobra ilustracja tego, dlaczego sprzedaż piłkarzy nie jest modelem biznesowym. To doraźna łatka.
Eksport z Białegostoku
Kluby sprzedały zawodników za rekordowe 301 mln zł, o 37% więcej niż rok wcześniej. Aż 85% tej kwoty przyniosły transfery zagraniczne. Średni wiek odchodzącego piłkarza wyniósł 23 lata i 11 miesięcy.
Najlepiej pokazuje to Jagiellonia. Oskar Pietuszewski poszedł do FC Porto za około 32 mln zł, Bartosz Mazurek do RB Salzburg za około 28 mln zł. Wpływy ze sprzedaży zawodników wyniosły 64,9 mln zł, czyli 38% przychodów klubu. Jeszcze w sezonie 2022/2023 cały budżet Jagiellonii miał 44,9 mln zł.
Jagiellonia jest też najlepszym przykładem kontrastu w całej lidze. Na płace przeznaczyła tylko około 32% przychodów (najmniej w lidze), a zysk netto wyniósł rekordowe 71,1 mln zł. Warto dodać zastrzeżenie, które klub sam podaje: zysk jest liczony metodą memoriałową, a część należności, 54,6 mln zł, wpłynie do kasy w ratach aż do września 2028 roku. Mimo to w naszym odczuciu to najciekawszy model w lidze. Klub nie goni za wszystkim naraz, tylko zarabia na młodych piłkarzach i trzyma koszty pod kontrolą.
Podobnie myśli o młodzieży cała liga. Kluby wydały na akademie 142 mln zł, o 45% więcej niż rok wcześniej. Jest tu ciekawostka: Lech i Legia, dwa największe kluby ligi, wydają niemal tyle samo na bieżące działanie akademii. Po odliczeniu infrastruktury Lech wyprzedza Legię o około 10 tys. zł (21,24 mln zł wobec 21,23 mln zł).

Widzew: kto płaci rachunek?
To najgłośniejsza historia raportu. W marcu 2025 roku większościowym udziałowcem Widzewa został Robert Dobrzycki. Klub wydał rekordowe kwoty na wzmocnienia: wynagrodzenia wzrosły o ponad 230 %, a przychody tylko o 5%. Sezon zakończył się 14. miejscem i utrzymaniem dopiero w ostatniej kolejce.
Widzew miał stratę netto 92,2 mln zł, najwyższą w lidze. Pokrył ją właściciel, który dokapitalizował klub kwotą 143,6 mln zł. Wskaźnik płac do przychodów wynosi tam 150 %, ale po uwzględnieniu tej wpłaty spada do 48 %. Dla porównania, limit UEFA to 70 %.
Raport pokazuje też, ile pensji kosztował każdy zdobyty punkt. W Legii było to 2,36 mln zł, w Widzewie 1,99 mln zł. Żaden z tych klubów nie wywalczył miejsca w europejskich pucharach. Mistrz Polski Lech płacił za punkt 1,31 mln zł, a najefektywniejszy był Górnik. To dla nas najlepszy dowód, że w polskiej lidze pieniądze nie wystarczą. Widzew ma za to najwięcej sprzedanych karnetów w lidze i stadion pełny w 96 %. Dyrektor finansowy zapowiada, że klub będzie dalej inwestować, ale już nie na taką skalę, i chce mniej zależeć od właściciela. Z kibicowskiego punktu widzenia to dobra wiadomość, bo wsparcie właściciela nie jest wieczne.
Kto naprawdę zarabia?
Z siedemnastu klubów, które przekazały pełne dane, na plusie zakończyło sezon siedem. Oprócz Jagiellonii to Górnik (21,3 mln zł), GKS Katowice (5,1), Lech (4,3), Pogoń Szczecin (4,2) i Radomiak (1,2). Motor Lublin zamknął sezon praktycznie na zerze. Dziesięć klubów ma stratę. Po Widzewie najwięcej stracili Cracovia (23,2 mln zł), Raków (23,1) i Legia (17,5).
Przypadek Rakowa uważamy za najbardziej pouczający. Klub awansował do 1/8 finału Ligi Konferencji i finału Pucharu Polski, a przychody z działalności podstawowej wzrosły z 66,5 do 104,4 mln zł. Mimo to skończył ze stratą 23,1 mln zł, bo wpływy z transferów spadły z 76,5 do około 19 mln zł. Do tego dochodzi stadion na 5,5 tys. miejsc, przez który dzień meczowy to zaledwie około 8 % przychodów. To pokazuje, że nawet świetny sportowo klub trafia w sufit, jeśli nie ma gdzie posadzić kibiców.
Kibic, czyli najlepszy klient
Frekwencja też jest rekordowa: średnio 13 577 osób na mecz, o 909 więcej niż rok wcześniej. Na meczach ligowych zasiadło 4,15 mln widzów. Lech ma najwyższą średnią: 31 065 osób. Za nim jest Górnik (23 888 przy 85-procentowym zapełnieniu stadionu) i Legia (23 490).

Najbardziej zarabia na kibicu Legia: 112 zł na widza. Lech ma 78 zł, Widzew 71 zł, a średnia ligowa to 46 zł (rok wcześniej było 40 zł). Zdumiewa kontrast z Lechią Gdańsk, której stadion na ponad 41 tys. miejsc zapełnia się średnio w około 36%. Dla klubów to ogromna niewykorzystana szansa: liga rośnie, a niektóre stadiony wciąż świecą pustkami.
Co realnie wynika z raportu Ekstraklasy?
Naszym zdaniem cało raport mówi trzy kluczowe rzeczy
- Rekord za poprzedni sezon potwierdza światowe trendy i fakt, że w polskiej piłce również przybywa coraz więcej pieniędzy. Ekstraklasa jest dziś zdecydowanie bogatsza niż jeszcze kilka lat temu i widać to w sponsoringu, w telewizji i na trybunach. Rośnie też siła medialna ligi – pojawia się coraz więcej sponsorów zagranicznych, a nawet inwestorów (przykład nowego współwłaściciela Legii).
- Wzrost wartości całej ligi nie rozkłada się równo. Dwie trzecie pieniędzy ma sześć klubów, a tylko siedem klubów realnie zarabia. Jednak jest to naturalne – szczególnie na tym etapie rozwoju ligi. Wszystkie kluby się wzmacniają i wydają rekordowe pieniądze na transfery. Przy obecnych przychodach naturalnym jest, że kluby z dolnej części tabeli i bez dodatkowych premii (np. za grę w europejskich rozgrywkach) są na tym etapie stratne. Jednak to może znacząco zaprocentować w najbliższych latach. Co więcej, jesteśmy też świadkami kluczowej transformacji własnościowej – coraz częściej właścicielami klubów są prywatni inwestorzy a nie miejskie samorządy, które sztucznie utrzymywały przy życiu niektóre zespoły publicznymi pieniędzmi.
- Kluby grające w Europie żyją w zupełnie innym finansowym świecie niż reszta ligi. Warto zauważyć, że kluby takie jak Legia, Pogoń czy Widzew w następnym sezonie zagrają bez pucharów, więc ich budżety czeka realny sprawdzian. Zobaczymy w kolejnym raporcie, kto przez to przejdzie najlepiej. Stawiamy, że najlepiej poradzą sobie te kluby, które jak Jagiellonia, mają własną długofalową strategię na zarabianie pieniędzy, a nie tylko gruby portfel prywatnego inwestora.

