W świecie zegarków istnieje kilka tematów, które potrafią doprowadzić purystów do białej gorączki. Made in Poland na tarczy, fauxtina, homage watches i kopiowanie kultowych projektów oraz oczywiście mechanizmy kwarcowe.
Unimatic UT1-PD ma kwarc, kosztuje 650 euro i powstanie w zaledwie 250 egzemplarzach. I mam wrażenie, że właśnie dlatego jest jednym z ciekawszych modeli włoskiej marki ostatnich lat.
Nie pomimo kwarcu. W pewnym sensie właśnie dzięki niemu.
Nowy UT1-PD łączy stylistykę linii ProDiver z technicznym podejściem serii Toolwatch. Otrzymujemy więc nurka odpornego na wodę do głębokości 300 metrów, stalową, piaskowaną kopertę, jednokierunkowy bezel, szafirowe szkło oraz konstrukcję spełniającą wymagania MIL-STD-810H (to taki amerykański standard wojskowy). W środku pracuje natomiast kwarcowy mechanizm Seiko VH31A. Całość jest indywidualnie numerowana i ograniczona do 250 sztuk.
Brzmi jak zestaw elementów, które według zegarkowego internetu niekoniecznie powinny znaleźć się w jednym produkcie, a mimo to właśnie w tym tkwi jego sens.

Unimatic wie, czym chce być
Założony w 2015 roku przez projektantów przemysłowych Giovanniego Moro i Simone Nunziato Unimatic od początku rozwijał charakterystyczny język stylistyczny oparty na prostocie, funkcjonalności i bardzo świadomym korzystaniu z archetypów zegarków nurkowych oraz militarnych. Pierwszym modelem marki był właśnie diver Modello Uno.
I choć na przestrzeni lat pojawiały się współprace, nietypowe materiały, kolory czy bardziej kolekcjonerskie edycje, podstawowa zasada pozostała niemal nietknięta: zegarek Unimatic musi dać się rozpoznać z kilku metrów, nawet jeżeli nie widać jego logo.
To ogromna wartość.
Rynek mikrobrandów pełen jest dziś świetnie wykonanych zegarków. Problem polega na tym, że po zdjęciu nazwy producenta z tarczy wiele z nich staje się kompletnie anonimowych. Unimatic ma coś, czego nie można zamówić u dostawcy kopert ani kupić wraz z mechanizmem Sellity czy Miyoty: własną tożsamość.
UT1-PD jej nie rewolucjonizuje. Raczej jeszcze mocniej ją kondensuje.
Minimalizm podporządkowany funkcji: stal 316L, dokręcana koronka i 300 metrów wodoszczelności
Koperta ma 40 mm średnicy. Od ucha do ucha mierzy 49 mm, a całkowita grubość ze szkłem wynosi 13,6 mm. Szerokość między uszami to klasyczne 22 mm. Waży 81 gramów, a razem z paskiem TPU około 99 gramów.
Nie jest więc mikroskopijny, ale też daleko mu do nurków sprzed kilkunastu lat, kiedy „profesjonalny” nierzadko oznaczał 45 albo 47 mm stali na nadgarstku.
Piaskowane wykończenie stali 316L pasuje do niego idealnie. Nie próbuje udawać luksusowego zegarka sportowego. Nie znajdziemy tutaj wypolerowanych faz mających pięknie łapać światło podczas kolacji ani bransolety przypominającej biżuterię. To przedmiot, który z założenia może zostać porysowany.
I bardzo dobrze.
Są zegarki, przy których pierwsza rysa boli. Są również takie, na których pierwsza rysa wreszcie sprawia, że zaczynają wyglądać tak, jak powinny. UT1-PD zdecydowanie należy do drugiej kategorii.
Jednokierunkowy bezel pracuje w 120 pozycjach, koronkę można dokręcić, a wodoszczelność to 300 metrów. Zegarek otrzymał płaskie szafirowe szkło z wewnętrzną powłoką antyrefleksyjną oraz lumę Super-LumiNova C1. Tylny dekiel zdobi charakterystyczny motyw maski nurkowej ProDiver.
To wszystko wygląda niemal przesadnie użytkowo. I właśnie o to chodzi.

Testy MIL-STD-810H: zegarek projektowany jako narzędzie
Jednym z najważniejszych elementów konstrukcji UT1-PD jest opracowany przez Unimatic 360° Protection System. Mechanizm umieszczono w wykonanej z TPU osłonie mającej chronić go przed uderzeniami i wpływem trudnych warunków zewnętrznych. Zegarek został również poddany testom zgodnym z MIL-STD-810H, a każdy egzemplarz jest osobno sprawdzany pod kątem dokładności chodu i wodoszczelności.
I tutaj dochodzimy do najciekawszego punktu całego projektu. W środku nie ma mechanizmu automatycznego. Jest wspomniane już Seiko VH31A.
Dla części klientów rozmowa zapewne kończy się właśnie w tym miejscu. Szczególnie że za UT1-PD trzeba zapłacić 650 euro.
Tylko czy na pewno powinna?

Czy kwarc w zegarku typu tool watch ma więcej sensu niż automat?
VH31A nie próbuje być mechanicznym kalibrem, choć jego sekundnik porusza się płynniej niż w typowym zegarku kwarcowym. Producent deklaruje dokładność na poziomie ±15 sekund miesięcznie oraz około dwóch lat pracy na jednej baterii.
W zegarku projektowanym jako bezkompromisowy „tool watch” trudno mi uznać taki wybór za wadę.
Automat jest bardziej romantyczny i przyjemniej się o nim opowiada. Możemy rozmawiać o rotorach, częstotliwościach, rezerwach chodu i tradycji zegarmistrzowskiej. Sam doskonale rozumiem ten sentyment, bo w swojej kolekcji mam głównie zegarki mechaniczne (Casio F91W zaburza tę statystykę).
Kwarc w UT1-PD nie sprawia oczywiście, że nagle otrzymujemy najlepszy zegarek do bezstresowego użytkowania. Jeśli liczy się wyłącznie odporność, funkcjonalność i brak konieczności przejmowania się tym, co mamy na nadgarstku, za znacznie mniejsze pieniądze można kupić G-Shocka.
Unimatic proponuje jednak coś innego. Łączy wygodę i bezobsługowość kwarcu z designem, który nadal daje przyjemność obcowania z dobrze zaprojektowanym zegarkiem. Nie kupuje się go więc dlatego, że jest najbardziej rozsądnym narzędziem na rynku. Kupuje się go dlatego, że wygląda jak zegarek, który chcemy nosić, a przy okazji nie wymaga od nas całej ceremonii i ostrożności wynikających z mechaniki.
I tu pojawia się pewien paradoks współczesnego zegarmistrzostwa.
Kupujemy zegarki mechaniczne między innymi dlatego, że są niepraktyczne. Telefon pokazuje dokładniejszy czas, a smartwatch potrafi jeszcze więcej. Mechaniczny zegarek jest więc świadomie wybraną niedoskonałością – przedmiotem dającym emocje właśnie dlatego, że nie próbuje wygrać konkursu na funkcjonalność.
Unimatic w UT1-PD idzie w przeciwnym kierunku. Skoro ma to być tool watch, producent nie próbuje na siłę dodawać mu mechanicznego romantyzmu. Stawia na rozwiązanie, które lepiej pasuje do założeń całego projektu.
I ja osobiście bardzo tę konsekwencję szanuję.

Czy 650 euro za zegarek kwarcowy to dużo?
Oczywiście, że można za te pieniądze kupić automat. Można też kupić kwarcowy zegarek znacznie taniej.
Tylko, że takie porównanie sprowadza zegarek do sumy jego komponentów, a luksus – nawet ten relatywnie dostępny – praktycznie nigdy tak nie działa. Nie płacimy wyłącznie za stal, szkło i mechanizm. Płacimy za projekt, spójność koncepcji, markę, sposób produkcji, limitację i przede wszystkim za to, czy dany przedmiot w ogóle wywołuje w nas jakąś reakcję.
UT1-PD jest projektowany, testowany i produkowany we Włoszech. Każdy egzemplarz otrzymuje własny numer, a cała seria liczy 250 sztuk. Oficjalna cena wynosi obecnie 650 euro.
Czy limitacja automatycznie czyni go lepszym zegarkiem? Nie.
Czy 250 sztuk oznacza, że będzie fantastyczną inwestycją? Tym bardziej nie zakładałbym czegoś takiego.
Ale z perspektywy marki Unimatic działa tu bardzo sprawnie. Sprzedaje bardzo określoną wizję produktu. Prawdopodobnie właśnie dlatego Unimatic wciąż jest interesujący.

