Są premiery, na które nikt nie czekał, ale których wszyscy potrzebowali. To NIE jest jedna z nich. Na tę osobiście czekałem. I co być może gorsze dla mojego portfela, osobiście jej potrzebowałem.
Omega zaprezentowała właśnie siedem nowych referencji Speedmastera 38 mm. Formalnie jest to odświeżenie istniejącej od 2017 roku kolekcji. W praktyce zmiany są na tyle istotne, że szczególnie czarny model ref. 324.30.38.50.01.002 można potraktować jako zupełnie nową propozycję. I być może najbliższą temu, czego od lat oczekiwali miłośnicy mniejszych Speedmasterów.
Speedmaster 38 mm znowu wygląda jak… Speedmaster
Poprzedniej generacji Speedmasterowi 38 trudno było odmówić elegancji. Problem polegał na tym, że momentami trudno było też dostrzec w nim tę surową, motorsportowo-kosmiczną estetykę, z którą kojarzymy nazwę Speedmaster.
Owalne subtarcze, bardziej biżuteryjne konfiguracje i delikatniejsza typografia sprawiały, że kolekcja zaczęła żyć trochę własnym życiem. Omega oficjalnie pozycjonowała ją jako unisex, ale zdecydowanie częściej można było odnieść wrażenie, że Speedmaster 38 ma być bardziej elegancką, lifestyle’ową interpretacją słynnego chronografu niż rzeczywistą, pomniejszoną alternatywą dla Moonwatcha.
Teraz kierunek się zmienia.
Nowe modele otrzymały okrągłe subtarcze, uproszczone napisy na tarczy, masywniejszy bezel oraz charakterystyczny układ skali tachymetrycznej z Dot-Over-Ninety, czyli kropką umieszczoną nad liczbą 90 – detalem bardzo dobrze znanym fanom klasycznych Moonwatchy.
Do tego dochodzi nowa, pięciorzędowa bransoleta stylistycznie nawiązująca do tej stosowanej we współczesnym Speedmasterze Professional.
Niby szczegóły, ale właśnie szczegóły są w zegarkach najważniejsze.

Czarny Speedmaster 38 mm jest gwiazdą tej premiery
Omega przygotowała siedem nowych konfiguracji: od stalowych modeli przez warianty bicolor aż po wersje z diamentami i tarczą z masy perłowej. Z punktu widzenia miłośnika klasycznych Speedmasterów najważniejsza jest jednak jedna.
Czarna Omega Speedmaster 38 mm ref. 324.30.38.50.01.002.
Matowa czarna tarcza, białe wskazówki, czarny aluminiowy bezel, trzy klasyczne subtarcze i – co szczególnie ważne – brak datownika.
Pozostałe sześć nowych Speedmasterów 38 mm posiada okno daty na godzinie szóstej i korzysta z kalibru 3330. Czarna odmiana dostała kaliber Omega 3332 pozbawiony wskazania daty. To niewielka zmiana funkcjonalna, ale spora zmiana wizualna.
Dzięki niej tarcza pozostaje czysta i znacznie mocniej przypomina archetyp Speedmastera.
Moim zdaniem Omega mogłaby równie dobrze zaprezentować tylko ten jeden zegarek, a zainteresowanie premierą wśród kolekcjonerów prawdopodobnie byłoby podobne.
Tutaj dochodzimy do nazwy, której oficjalnie w materiałach prasowych dotyczących nowej premiery nie znajdziemy: Reduced.

Czy to nowy Omega Speedmaster Reduced?
Oficjalnie? Nie.
Duchowo? Moim zdaniem zdecydowanie tak.
Trzeba jednak pamiętać, że historia Speedmastera Reduced nie była aż tak romantyczna, jak mogłoby się dziś wydawać z perspektywy rynku zegarków neo-vintage.
Reduced przez dużą część swojego życia był bowiem czymś, co można bez większej przesady nazwać „tanim Moonwatchem”. Nie tylko mniejszym, ale po prostu wyraźnie tańszym sposobem na wejście do świata Speedmastera.
Dobrze pokazują to ceny z początku XXI wieku. W 2000 roku Speedmaster Professional z hesalitem kosztował około 2180 euro, podczas gdy Speedmaster Reduced 3510.50 – około 1220 euro. Różnica była więc spora.
Reduced oferował około 39-milimetrową kopertę, automatyczny naciąg i wygląd bardzo mocno inspirowany Moonwatchem, a przy tym był znacznie bardziej osiągalny cenowo.
Dla purystów pozostawał jednak trochę Speedmasterem „drugiej kategorii”. Nie miał historii modelu Professional, nie korzystał z ręcznie nakręcanego mechanizmu wywodzącego się z konstrukcji Lemanii i nie oferował jego mechanicznej prostoty.
Właśnie mechanizm stał się z czasem największym znakiem zapytania przy zakupie używanego Reduced.
Były to konstrukcje oparte na automatycznej bazie z rodziny ETA 2890/2892, do której od strony tarczy dołączono osobny moduł chronografu Dubois-Dépraz 2020.
Innymi słowy nie był to zintegrowany mechanizm chronografu, lecz konstrukcja typu „piggyback” – podstawowy mechanizm automatyczny i umieszczony na nim dodatkowy moduł odpowiedzialny za obsługę stopera.
I właśnie tutaj znajduje się źródło niezbyt dobrej reputacji technicznej Reduced.
Sama baza ETA uchodzi za solidną, sprawdzoną i dobrze znaną zegarmistrzom. Problem pojawiał się przede wszystkim wtedy, gdy uwagi wymagał moduł chronografu Dubois-Dépraz. Jego konstrukcja była bardziej skomplikowana, dostęp do części ograniczony, a wielu niezależnych zegarmistrzów niechętnie podejmowało się jego naprawy.
Przy poważniejszych problemach rozwiązaniem potrafiła być wymiana całego modułu, a w serwisie fabrycznym również większych zespołów mechanizmu, zamiast mozolnego naprawiania pojedynczych elementów.
W zegarku, który pierwotnie miał być przystępniejszą cenowo alternatywą dla Moonwatcha, taki rachunek serwisowy potrafił szczególnie boleć i chyba właśnie dlatego dzisiejsza nostalgia za Speedmasterem Reduced wymaga odrobiny zdrowego rozsądku.
W swoich czasach Reduced był przede wszystkim tańszą i wygodniejszą na co dzień alternatywą dla Moonwatcha, okupioną kilkoma konstrukcyjnymi kompromisami.
Nowy Speedmaster 38 robi to samo, ale już bez kompleksów
I właśnie tutaj nowa Omega Speedmaster 38 mm robi się naprawdę interesująca.
Nie jest reedycją Reduced i Omega w żaden sposób oficjalnie jej tak nie pozycjonuje. Realizuje jednak praktycznie tę samą ideę: kompaktowy Speedmaster, automatyczny mechanizm i estetyka mocno zakorzeniona w Moonwatchu.
Różnica polega na tym, że tym razem nie wygląda to jak budżetowa droga na skróty.
Nowy kaliber 3332 nadal jest automatem, ale oferuje współczesny wychwyt Co-Axial, koło kolumnowe, certyfikat chronometru COSC i 52 godziny rezerwy chodu. Do tego mamy 100 metrów wodoszczelności, nowoczesną bransoletę, szafirowe szkło i jakość wykonania zgodną ze współczesnym pozycjonowaniem Omegi.

Określenie „nowy Reduced” jest więc moim zdaniem jednocześnie trafne i nietrafne.
Trafne, ponieważ to dokładnie taki Speedmaster, na jaki od lat czekali ludzie lubiący proporcje starego 3510.50, ale chcący kupić współczesny zegarek, a nie kilkudziesięcioletni egzemplarz z potencjalnie kosztownym serwisem przed sobą.
Nietrafne, ponieważ nowy Speedmaster 38 nie jest już „zredukowanym” Moonwatchem w sensie jakościowym czy cenowym.
To pełnoprawny, nowoczesny chronograf Omegi, który po prostu zdecydował się być mniejszy.

