Po dekadzie zapowiedzi, prototypów i tysięcy porzuconych projektów, elektryczne taksówki powietrzne wchodzą w fazę, w której naprawdę zaczynają latać z ludźmi na pokładzie. Problem w tym, że obraz branży, jaki jeszcze niedawno wydawał się stabilny – garstka firm depczących sobie po piętach – właśnie się przetasował, a różnice w tempie między liderami a resztą stawki robią się coraz trudniejsze do ukrycia.
Czym w ogóle jest eVTOL i dlaczego wszyscy o tym mówią?
eVTOL (electric vertical take-off and landing) to elektryczny statek powietrzny startujący i lądujący pionowo, w uproszczeniu coś pomiędzy dronem a małym samolotem – bez wirnika helikoptera, za to z kilkoma mniejszymi silnikami elektrycznymi, cichszy i tańszy w eksploatacji. Pomysł, by budować na tej bazie miejską komunikację powietrzną, wystrzelił w 2016 roku wraz z głośnym raportem Uber Elevate, który opisywał wizję tanich, bezemisyjnych lotów nad korkami. Uruchomiło to prawdziwą gorączkę projektową – w szczytowym momencie serwis evtol.news dokumentował ponad 1200 różnych koncepcji eVTOL na świecie, z których zdecydowana większość nigdy nie wyszła poza etap rysunków i komunikatów prasowych. Sam Uber zresztą wycofał się z tego biznesu, sprzedając Elevate firmie Joby Aviation. Dziś realną walkę o pierwsze komercyjne loty toczy już tylko garstka podmiotów – i to właśnie ten wąski finał robi się teraz naprawdę interesujący.
Dwóch pretendentów latających taksówek wyraźnie z przodu
Z całej stawki najbliżej celu są dziś dwie amerykańskie firmy: Joby Aviation i Archer Aviation. Obie przechodzą wieloetapowy proces certyfikacji typu w amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), a Joby – według niezależnego trackera eVTOL.Travel – ma już zaliczone 3 z 4 wymaganych certyfikatów typu i jako pierwsza firma w branży uzyskała pełną (100-procentową) akceptację FAA dla swoich metod potwierdzania zgodności technicznej, co nastąpiło w marcu 2026 roku. Archer nie zostaje daleko w tyle: w kwietniu 2026 roku zamknął trzecią z czterech faz certyfikacji swojego Midnighta i od tego czasu prowadzi niemal codzienne loty testowe w ramach ostatniej fazy.
Realnym paliwem dla obu firm stał się program rządowy eIPP (eVTOL Integration Pilot Program), uruchomiony na mocy rozporządzenia prezydenckiego w czerwcu 2025 roku. Pozwala on firmom z gotowymi, latającymi maszynami wykonywać loty demonstracyjne na wybranych lotniskach jeszcze przed uzyskaniem ostatecznej certyfikacji – i to właśnie w jego ramach obie firmy przyspieszyły w ostatnich tygodniach. Archer prowadzi obecnie objazdową trasę demonstracyjną „No Roads” po kilku stanach USA (m.in. przelot Midnighta na trasie Salinas–Hollister w Kalifornii), a Joby zapowiedział na łamach własnego konta w serwisie X, że jego pierwsze loty w ramach eIPP w Teksasie mają wystartować jeszcze we wrześniu 2026 roku.
Dubaj czy Stany Zjednoczone – gdzie pierwsze loty?
O ile certyfikacja w USA wciąż się przeciąga, o tyle Joby ma otwartą furtkę gdzie indziej: od 2024 roku firma ma podpisaną sześcioletnią, wyłączną umowę na prowadzenie usług taksówek powietrznych w Dubaju, we współpracy z tamtejszym urzędem transportu RTA i operatorem Skyports. Zgodnie z zapowiedziami Ubera (partnera Joby w projekcie) z lutego 2026 roku, pierwsi pasażerowie mają wsiąść na pokład jeszcze w tym roku – i to właśnie Dubaj, a nie żadne amerykańskie miasto, ma spore szanse być miejscem pierwszego w historii regularnego, komercyjnego lotu pasażerskiego eVTOL, zanim Joby zdąży domknąć pełną certyfikację FAA na rynku amerykańskim.
Niespodziewana konsolidacja: Boeing sprzedaje Wisk konkurentowi
W trakcie tego wyścigu doszło też do ruchu, który wywraca dotychczasowy układ sił bardziej, niż mogłoby się wydawać. W sierpniu 2026 roku Archer Aviation przejął od Boeinga spółki Wisk Aero (twórcę autonomicznych, bezpilotowych taksówek powietrznych), a także Insitu i SkyGrid – przy czym sam Boeing zainwestował w Archera i zadeklarował dalszą współpracę. Wisk, wcześniej wymieniany jako osobny, niezależny gracz obok Joby czy Archera, formalnie przestał być samodzielnym konkurentem – działa teraz jako część archerowego portfolio technologii lotu autonomicznego. To pokazuje, że lista „wielkiej piątki czy szóstki” branży, którą wciąż można znaleźć w wielu tegorocznych artykułach, jest już częściowo nieaktualna – rynek konsoliduje się szybciej, niż nadążają za nim niektóre zestawienia.
Nie wszystkim idzie tak dobrze – Wielka Brytania z tyłu
Dla równowagi warto spojrzeć na kogoś, komu ten wyścig się nie układa. Brytyjska Vertical Aerospace, twórca modelu VX4 (dziś rebrandowanego na Valo), już czwarty raz przesuwa termin pełnej certyfikacji – z pierwotnie zapowiadanego 2025 roku, przez 2026 i 2028, aż po najnowszą zapowiedź z lipca 2026 roku wskazującą na rok 2029. Jak zauważa branżowy serwis Aerospace Testing International, stawia to firmę już około roku za amerykańskimi liderami – a przy tempie, w jakim rynek konsoliduje się wokół Joby i Archera, to opóźnienie może okazać się kosztowne strategicznie, nie tylko wizerunkowo.
Ile realnie poczekamy na pierwszy przelot?
Nawet jeśli Joby lub Archer domkną certyfikację w najbliższym roku czy dwóch, warto studzić oczekiwania co do skali usługi. Pierwsze loty komercyjne będą dotyczyć pojedynczych, krótkich tras – kilkuminutowych „ostatnich mil” w rodzaju lotniska do centrum miasta – obsługiwanych przez niewielkie floty maszyn, a nie sieci porównywalnej z dzisiejszymi taksówkami czy metrem. Firma analityczna SMG Consulting szacuje, że realna podaż dogoni popyt dopiero w połowie lat 30., a wartość globalnego rynku eVTOL sięgnie biliona dolarów około 2050 roku – czyli mówimy raczej o początku bardzo długiego procesu niż o rewolucji, która zmieni miejskie dojazdy w ciągu najbliższych kilku lat. Mimo to warto śledzić tę usługę i jej rozwój, bo gdy wejdzie w pełni na rynek może dużo namieszać. Będziemy Was informować na bieżąco – obserwujcie nas na naszych social media @platiniumhub na Instagramie, Facebooku oraz TikToku.

