Daromin, kilkanaście kilometrów od Sandomierza. Na lessowym wzgórzu rośnie tu ponad 20 odmian winorośli, a wino dojrzewa m.in. w glinianych naczyniach zakopanych w ziemi, jak w Gruzji. Odwiedziliśmy Winnicę Płochockich w czasie winobrania i zobaczyliśmy, jak naprawdę wygląda praca przy rodzinnej, ekologicznej manufakturze.
Polskie wino przestaje być ciekawostką
Wino z Polski długo było egzotyką. Dziś coraz więcej winiarzy dowodzi, że u nas da się robić butelki, które bronią się na stołach obok zagranicznych. Pomaga ocieplający się klimat. Lata są dłuższe i cieplejsze, więc winogrona dojrzewają pewniej niż dawniej. Rośnie też wiedza i odwaga ludzi, którzy zakładają winnice.
Jednym z takich miejsc jest Winnica Płochockich. Leży w Darominie, w gminie Wilczyce. Stoki są tu łagodne, a ziemia to less, czyli drobny, żyzny pył naniesiony przez wiatr w epoce lodowcowej. Wino lubi takie podłoże, bo gleba dobrze trzyma wilgoć, a jednocześnie nie zalega w niej woda. Winnica leży na południowym stoku, na wysokości około 180 metrów nad poziomem morza. Słońca jej nie brakuje przez cały dzień i cały rok – bez względu na sezon, co czuć w finalnym produkcie.
Od Warszawy do Daromina: historia rodziny Płochockich
Za winnicą stoją Barbara i Marcin Płochoccy. Nie zaczynali jako winiarze. Mieszkali w Warszawie, pracowali w zawodach z winem niezwiązanych, ale oboje mieli rolnicze wykształcenie. Barbara skończyła technikum ogrodnicze i studiowała ochronę środowiska oraz rolnictwo. Marzenie o własnej winnicy wracało.
Pierwsze nasadzenia posadzili ponad 20 lat temu w Gliniku Polskim na Podkarpaciu, ponad 350 kilometrów od domu. W 2006 roku kupili gospodarstwo w Darominie i posadzili pierwsze krzewy w nowym miejscu. Dwa lata później, w 2008 roku, zarejestrowali winnicę w Agencji Rynku Rolnego i jako trzecia winnica w Polsce dostali zezwolenie na sprzedaż wina. To ważna data, bo wtedy rodzimych winiarzy sprzedających legalnie butelki można było policzyć na palcach jednej ręki.

Przez kolejne lata łączyli pracę w stolicy z budową winnicy. Z pieniędzy ze sprzedaży wina i etatu sfinansowali winiarnię, salę degustacyjną i pokoje dla gości. W 2013 roku przenieśli się do Daromina na stałe. Dwa lata później otworzyli część agroturystyczną.
Dziś winnica nadal jest rodzinna, a praca nie kończy się razem z zachodem słońca. W czasie zbiorów dzień zaczyna się bardzo wcześnie rano i trwa do późnej nocy.
Ekologia w winnicy zaczyna się od gleby
Winnica ma certyfikat rolnictwa ekologicznego, a do tego stosuje elementy biodynamiczne. Rolnictwo biodynamiczne traktuje gospodarstwo jak jeden żywy organizm i opiera się m.in. na kompoście i naturalnych preparatach. U Płochockich oznacza to konkretne rzeczy: po każdym zabiegu odżywczym gleba jest zasiedlana mikroorganizmami, materiał organiczny trafia do kompostu, a między rzędami rosną rośliny poprawiające ziemię. Do ochrony winorośli używa się wyłącznie środków naturalnych, a energia pochodzi z odnawialnych źródeł.
Na miejscu usłyszeliśmy, że zanim winnica w ogóle ruszy z produkcją, trzeba przygotować ziemię. Najpierw użyźnia się glebę, potem sadzi się krzewy i dba o to, by urosły mocne i zdrowe. Dopiero po kilku latach przychodzi czas na pierwsze zbiory. Ten proces tłumaczy, dlaczego dobre wino nie powstaje w rok.
Ponad 20 odmian i odwaga w eksperymentach
Większość winnic stawia na kilka sprawdzonych odmian. Płochoccy uprawiają ich ponad 20 na około siedmiu–ośmiu hektarach (na swojej stronie podają obie wartości). Są tu klasyki znane z całego świata: Riesling, Chardonnay, Sauvignon Blanc, Pinot Noir, Zweigelt, Traminer, Muscat i St. Laurent.
Obok nich rosną odmiany odporne, czyli takie, które lepiej znoszą choroby grzybowe i polskie zimy. To Hibernal, Solaris, Johanniter i Muscaris. Dzięki nim można prowadzić uprawę ekologiczną i ograniczać opryski. Co roku powstaje z tego kilkanaście rodzajów win: białych, różowych, czerwonych, a także bursztynowych i pomarańczowych.
Większość win fermentuje w zbiornikach ze stali nierdzewnej, co zachowuje świeżość owocu. Wybrane dojrzewają w beczkach dębowych i akacjowych. Winnica podkreśla, że jako pierwsza w Polsce zaczęła robić białe wina w beczkach dębowych.

Gruzińskie qvevri pod Sandomierzem
Największą ciekawostką są gliniane naczynia qvevri. W 2014 roku Płochoccy sprowadzili je z Gruzji. To ogromne dzbany, które zakopuje się w ziemi. Winogrona fermentują w nich razem ze skórkami, co nadaje winu barwę od złotej do bursztynowej i wyrazistą, garbnikową strukturę. Taka metoda jest używana w Gruzji od tysięcy lat, a styl wina nazywa się kachetyjskim, od regionu Kachetii.
Winnica robi w ten sposób wina bursztynowe. Jedno z nich powstaje z odmiany Johanniter i jest wytwarzane tradycyjną metodą długiej maceracji, czyli leżenia moszczu na skórkach. Takie wina, zwane też pomarańczowymi, nie przypominają klasycznego białego wina. Mają bardziej wyrazisty, często wytrawny charakter i dobrze pasują do jedzenia.
Weekend w Winnicy Płochockich
Winnica nie jest tylko miejscem produkcji. Można tu przyjechać na zwiedzanie połączone z degustacją, podczas której zobaczy się uprawy, dowie, jak powstają wina, i spróbuje wybranych roczników. Na życzenie dostępna jest deska lokalnych serów i wędlin.
Można też zostać na noc. Do dyspozycji są cztery pokoje dwuosobowe i rodzinny apartament dla czterech osób, a goście mogą korzystać z sali degustacyjnej, kuchni, grilla i ogniska. Noclegi oferowane są w sezonie od maja do końca sierpnia. Okolica to sady, pagórki i lessowe wąwozy, więc świetnie sprawdzą się spacery i rowery. Na terenie mieszkają też psy gospodarzy, a małe psy do 10 kg można zabrać ze sobą.

Daromin jako część większej trasy
Winnica jest częścią Sandomierskiego Szlaku Winiarskiego. Według organizatorów szlak ma 32 kilometry, dwa trakty (Królewski i Pieprzowy) i prowadzi do dziewięciu winnic. Płochoccy należą do tych, którzy zaczęli tu robić wino jako jedni z pierwszych. Już w 2012 roku lokalna prasa pisała o nich jako o producentach, którzy sprzedają wino z własnej winnicy.
Winnica zaprasza szczególnie w listopadzie, kiedy organizuje wydarzenia. Szczegółowe terminy warto sprawdzić na jej stronie albo w mediach społecznościowych.
Dlaczego warto pojechać?
Daromin nie jest zwykłą winnicą z tabliczką „degustacje”. To rodzinna manufaktura, w której większość pracy wciąż robi się ręcznie, a o jakości decydują cierpliwość, gleba i pasja. Dla kogoś, kto lubi wino i chce zobaczyć, jak powstaje, to jedno z ciekawszych miejsc w Polsce południowo-wschodniej. Zachęcamy Was do odwiedzania tego miejsca i obserwacji naszych social mediów @platiniumhub, gdzie publikujemy dodatkowe materiały wideo z naszej wizyty.

