Brzoska idzie na wojnę z Metą. Stawką jest znacznie więcej niż jego wizerunek
Spór Rafała Brzoski z Metą zaczął się od fałszywych reklam wykorzystujących jego twarz oraz wizerunek jego żony Omeny Mensah, ale dziś dotyczy już znacznie poważniejszej kwestii: czy Facebook i Instagram mogą zarabiać na płatnej reklamie, aktywnie ją targetować i optymalizować, a kiedy okazuje się oszustwem, twierdzić, że odpowiedzialność ponosi wyłącznie anonimowy reklamodawca. To właśnie ten problem Brzoska próbuje rozstrzygnąć przed sądem. Sprawa jest szczególnie głośna teraz, ponieważ w sierpniu 2026 roku na platformach Mety ponownie pojawiły się fałszywe materiały z jego wizerunkiem, mimo wcześniejszych decyzji UODO i postępowań sądowych. Po ostrej publicznej krytyce koncernu konto przedsiębiorcy na Instagramie zostało dodatkowo czasowo zablokowane, co tylko dolało oliwy do ognia.
Oszuści stworzyli fałszywego Rafała Brzoskę i namawiali Polaków do inwestowania
Początek historii sięga co najmniej 2024 roku. Na Facebooku i Instagramie zaczęły pojawiać się płatne reklamy wykorzystujące zdjęcia oraz materiały typu deepfake z Rafałem Brzoską. Oszuści tworzyli przekaz sugerujący, że założyciel InPostu poleca określone platformy inwestycyjne czy przedstawia sposób na szybkie pomnażanie pieniędzy. Odbiorca miał uwierzyć, że rekomendacja pochodzi od jednego z najbardziej znanych polskich przedsiębiorców, kliknąć reklamę, pozostawić dane lub wpłacić pieniądze na fałszywą platformę.
Jeszcze brutalniej wykorzystywano wizerunek Omeny Mensah. W fałszywych materiałach pojawiały się informacje o jej rzekomej śmierci, zatrzymaniu przez policję czy pobiciu przez męża. Wszystko miało prowadzić użytkownika do stron związanych z oszustwami inwestycyjnymi. Urząd Ochrony Danych Osobowych oficjalnie potwierdził zarówno deepfake’i Brzoski, jak i fikcyjne historie dotyczące Mensah.
I właśnie tutaj zaczyna się właściwy konflikt. Brzoska nie twierdzi, że pracownicy Mety osobiście produkują te materiały. Jego zarzut jest inny: Meta przyjmuje od oszustów pieniądze za emisję reklam, posiada system reklamowy, który decyduje, komu materiały zostaną pokazane, optymalizuje ich dystrybucję, a mimo kolejnych zgłoszeń podobne kampanie wracają. Według przedsiębiorcy platforma nie może więc sprowadzać swojej roli do neutralnej „tablicy ogłoszeń”.
Brzoska chce udowodnić, że Meta nie jest tylko biernym pośrednikiem
To najważniejszy element całej historii. Meta przez lata korzystała z prawnej konstrukcji odpowiedzialności pośredników internetowych, argumentując w różnych sporach, że platforma przede wszystkim zapewnia infrastrukturę, natomiast treści publikują użytkownicy lub reklamodawcy. W przypadku zwykłego posta ma to określoną logikę: użytkownik pisze komentarz, a Facebook udostępnia przestrzeń do jego publikacji.
Reklama jest jednak bardziej skomplikowana. Meta sprzedaje powierzchnię reklamową, pobiera opłatę, posiada narzędzia targetowania odbiorców, dystrybuuje reklamę i wykorzystuje własne systemy do optymalizacji kampanii. To właśnie ten argument znalazł się w centrum polskiego postępowania. Według opublikowanych informacji dotyczących uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Warszawie sąd uznał w ramach postępowania zabezpieczającego, że przy emisji reklam rola Mety ma charakter aktywny i nie można automatycznie traktować jej tak samo jak biernego hostingu treści.
To potencjalnie bardzo istotne dla całej branży technologicznej. Jeżeli model odpowiedzialności platform w odniesieniu do płatnych reklam będzie interpretowany właśnie w ten sposób, ofiary oszustw otrzymają mocniejszy argument, aby kierować roszczenia nie tylko przeciwko anonimowemu scammerowi znajdującemu się często poza Europą, lecz również przeciwko firmie, która sprzedała mu możliwość dotarcia z przekazem do użytkowników.
UODO nakazał Mecie zatrzymać reklamy
W sierpniu 2024 roku do sprawy wkroczył polski Urząd Ochrony Danych Osobowych. Prezes UODO nakazał Meta Platforms Ireland Limited przez trzy miesiące powstrzymać w Polsce wyświetlanie fałszywych reklam wykorzystujących dane i wizerunek Brzoski oraz Mensah. Urząd uznał, że sprawa dotyczy nie tylko ochrony wizerunku, ale i ryzyka dla użytkowników, którzy pod wpływem sfabrykowanej rekomendacji przedsiębiorcy mogą podejmować niekorzystne decyzje finansowe.
Meta nie zgodziła się początkowo z decyzjami i skierowała skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W marcu 2025 roku koncern jednak je wycofał, a postępowania zostały umorzone. Samo wycofanie skarg nie jest równoznaczne z przyznaniem się przez Metę do wszystkich zarzutów Brzoski, ale oznaczało, że firma przestała na tej drodze kwestionować wskazane decyzje UODO.
Brzoska i Mensah poszli również do sądu cywilnego
Równolegle małżeństwo zdecydowało się na pozew dotyczący ochrony dóbr osobistych. 7 listopada 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie udzielił zabezpieczenia, zakazując dalszego wyświetlania oraz przyjmowania nowych reklam zawierających określone deepfake’i Brzoski oraz fake newsy dotyczące Mensah. Za naruszanie zakazu przewidziano możliwość nakładania kar finansowych.
Kolejny ważny etap nastąpił 27 marca 2026 roku przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie. I tutaj potrzebne jest ważne sprostowanie wielu medialnych nagłówków mówiących, że „Brzoska wygrał proces z Metą”. Nie jest to jeszcze ostateczny prawomocny wyrok rozstrzygający całość głównego procesu o odpowiedzialność i odszkodowanie. Chodziło o rozstrzygnięcie dotyczące zabezpieczenia roszczeń na czas trwania postępowania. Sąd utrzymał część zabezpieczenia dotyczącą Omeny Mensah, natomiast zabezpieczenie odnoszące się do Rafała Brzoski uchylił ze względu na zbyt szerokie sformułowanie. Jednocześnie w uzasadnieniu znalazła się bardzo ważna dla jego argumentacji ocena aktywnej roli Mety w procesie reklamowym. Prawnicy Brzoski zapowiedzieli przygotowanie węższego, precyzyjniej opisanego wniosku dotyczącego jego deepfake’ów.
Dlaczego awantura wybuchła ponownie w sierpniu 2026 roku?
Powodem była kolejna fałszywa reklama. 14 sierpnia Brzoska pokazał materiał, w którym jego twarz została wykorzystana na grafice przedstawiającej go w kajdankach, w szlafroku, w otoczeniu policjantów. Przedsiębiorca poinformował, że takie treści dotarły również do jego dzieci. Uznał, że po ponad dwóch latach walki, kolejnych zgłoszeniach, decyzjach administracyjnych i postępowaniach sądowych problem nadal nie został skutecznie rozwiązany.
Tym razem Brzoska zaatakował koncern wyjątkowo ostro i publicznie wymienił cztery osoby związane z Metą w Polsce oraz regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Sugerował, że osoby reprezentujące korporację powinny zastanowić się nad odpowiedzialnością za działania firmy i napisał, że na ich miejscu „szukałby pracy”.
Meta odpowiedziała, że oszustwa są problemem, z którym firma aktywnie walczy. Koncern podał, że w 2025 roku wykrył i usunął globalnie ponad 159 mln oszukańczych reklam, przy czym 92 proc. z nich miało zostać usuniętych jeszcze przed zgłoszeniem przez użytkownika. Firma poinformowała również, że reklamy wskazane przez Brzoskę zostały usunięte. Jednocześnie skrytykowała publiczne wymienianie jej pracowników z nazwiska, argumentując, że może to zagrażać ich bezpieczeństwu i nie pomaga w rozwiązywaniu problemu.
Brzoska odpowiedział, że w komunikacie Mety zabrakło przede wszystkim przeprosin dla osób, których wizerunek został wykorzystany w oszustwach.
A potem Instagram zablokował konto Brzoski
Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej kontrowersyjna, gdy niedługo po jego publicznym ataku konto Rafała Brzoski na Instagramie zostało czasowo zablokowane. Dostęp później przywrócono. Sam przedsiębiorca zasugerował możliwość związku pomiędzy blokadą a krytyką Mety, choć zaznaczył również, że mogło to być przypadkowe działanie systemu.
Znacznie mocniej zareagował wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który nazwał sytuację „cenzurą w najczarniejszym wydaniu” i stwierdził, że problem dotyczy bezpieczeństwa milionów Polaków narażonych na fałszywe inwestycje i deepfake’i. Jego wypowiedź jest jednak oceną polityczną zdarzenia, a nie dowodem na przyczynę technicznej blokady konta Brzoski.
W tle pojawia się ogromna kwestia: ile Meta zarabia na scamie?
Reuters ujawnił w 2025 roku wewnętrzne dokumenty Mety, według których firma szacowała pod koniec 2024 roku, że około 10 proc. jej rocznych przychodów, czyli około 16 mld dolarów, może pochodzić z reklam związanych ze scamami i zakazanymi produktami. Meta podważała sposób interpretowania tego szacunku, określając go jako zgrubny i zbyt szeroki oraz podkreślając, że rzeczywista wartość była niższa.
Co Brzoska właściwie chce osiągnąć?
Najważniejszym celem nie wydaje się klasyczne „wygranie odszkodowania od Zuckerberga”. Od początku Brzoska przedstawiał sprawę jako próbę zmiany zasad odpowiedzialności platform za oszukańcze reklamy, szczególnie te wykorzystujące wizerunek znanych osób. Już w 2024 roku mówił o chęci stworzenia precedensu, który mógłby pomóc również innym ofiarom deepfake’ów, i szukał wsparcia osób publicznych dotkniętych podobnymi oszustwami.
Stawką jest więc odpowiedź na fundamentalne pytanie cyfrowego rynku reklamowego. Jeżeli gazeta przyjęłaby pieniądze za fałszywą reklamę przedstawiającą znanego przedsiębiorcę i publikowała ją wielokrotnie po otrzymaniu informacji, że jest oszustwem, odpowiedzialność wydawcy byłaby naturalnym tematem dyskusji. Zdaniem Brzoski gigant technologiczny nie powinien otrzymywać znacznie szerszego immunitetu tylko dlatego, że reklamy kupowane są automatycznie, a ich dystrybucją zarządzają algorytmy.
Meta odpowiada z kolei, że skala problemu jest globalna, oszuści stale zmieniają metody działania, a skuteczna walka wymaga współpracy platform, banków, instytucji państwowych i użytkowników. Firma deklaruje inwestycje w automatyczne wykrywanie oszustw i podkreśla, że sama również traci na scamach poprzez spadek zaufania do swojego ekosystemu reklamowego.
Co dalej?
Na 19 sierpnia 2026 roku spór Rafała Brzoski z Metą nie jest zakończony. Nie ma jeszcze ostatecznego wyroku zamykającego całą sprawę i zasądzającego pełną odpowiedzialność Mety za wszystkie oszukańcze reklamy. Są natomiast decyzje UODO, wcześniejsze sądowe zabezpieczenia i ważne stanowisko Sądu Apelacyjnego dotyczące aktywnej roli platformy w systemie reklamowym. Najnowsza fala deepfake’ów pokazała natomiast, że mimo tych działań problem wciąż istnieje. I właśnie dlatego Brzoska podnosi dziś stawkę: jego zdaniem nie chodzi już tylko o to, kto bezprawnie używa jego twarzy, ale kto powinien ponosić odpowiedzialność, kiedy technologiczny gigant pobiera pieniądze za dostarczenie oszustwa dokładnie wybranej grupie użytkowników.

