Ostatnie V12 Lamborghini z lewarkiem
Lamborghini Murciélago LP 670-4 SV samo w sobie należy do najbardziej pożądanych supersamochodów początku XXI wieku, ale egzemplarz, który jest wystawiany przed Sotheby’s w specjalnej aukcji Sealed w dniach 24–26 sierpnia 2026 roku, znajduje się na zupełnie innym poziomie kolekcjonerskiej rzadkości.
To samochód z 2010 roku, wyposażony w wolnossące V12 o pojemności 6,5 litra, napęd na cztery koła i co najważniejsze – sześciobiegową manualną skrzynię z charakterystyczną odkrytą metalową prowadnicą lewarka. Według domu aukcyjnego jest jednym z zaledwie pięciu znanych Murciélago LP 670-4 SuperVeloce, które opuściły fabrykę z takim zestawieniem, a jednocześnie uważa się go za ostatni manualny egzemplarz tej wersji wyprodukowany w Sant’Agata Bolognese.

źródło: RM Sotheby’s
Lamborghini Murciélago LP 670-4 SV – koniec pewnej epoki
Żeby zrozumieć, dlaczego jeden brązowy samochód z manualną skrzynią może wywoływać tak wielkie zainteresowanie na rynku kolekcjonerskim, trzeba wrócić do samego miejsca Murciélago w kontekście historii Lamborghini. Model zaprezentowano w 2001 roku jako następcę Diablo i pierwszy całkowicie nowy samochód marki ery Audi-Volkswagen, do którego Lamborghini dołączyło w 1998 roku. Był to jednocześnie samochód niezwykle nowoczesny jak na swoje czasy i mocno zakorzeniony w mechanicznej tradycji firmy.
Oficjalna historia Lamborghini podkreśla, że Murciélago było pierwszym V12 marki nowego tysiąclecia, a jego jednostka napędowa ewoluowała od 6,2-litrowego silnika rozwijającego 580 CV aż do 6,5-litrowego motoru wersji LP 670-4 SV o mocy 670 CV.

źródło: RM Sotheby’s
Najbardziej ekstremalną odmianę Murciélago pokazano w 2009 roku. Inżynierowie zwiększyli moc 6,5-litrowego V12 o 30 CV w porównaniu z LP640, jednocześnie redukując masę samochodu o około 100 kilogramów. Oficjalne dane producenta mówiły o przyspieszeniu od 0 do 100 km/h w 3,2 sekundy i prędkości maksymalnej dochodzącej do 342 km/h w odpowiedniej konfiguracji aerodynamicznej. To osiągi, które robią wrażenie nawet po latach. Dlaczego?
Sposób ich osiągania jest niemal całkowitym przeciwieństwem współczesnego supersamochodu: bez turbodoładowania, bez napędu hybrydowego, bez elektrycznych silników wypełniających chwilowe braki momentu obrotowego i w tym wyjątkowym egzemplarzu bez komputera wykonującego zmianę przełożenia za kierowcę.
Jeden z pięciu Murciélago SV z manualną skrzynią
Najważniejszą częścią historii wystawionego na aukcję samochodu jest oczywiście sześciobiegowa manualna przekładnia. W standardowym Murciélago możliwość samodzielnej zmiany biegów nie była niczym egzotycznym, jednak pod koniec produkcji sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej.
Klienci kupujący najbardziej ekstremalne LP 670-4 SV w zdecydowanej większości wybierali E-Gear, które było szybsze, bardziej zgodne z ówczesnym wyobrażeniem technologicznego supersamochodu i zdecydowanie łatwiejsze w eksploatacji podczas dynamicznej jazdy. Z dzisiejszej perspektywy paradoks polega na tym, że rozwiązanie uznawane kilkanaście lat temu za mniej nowoczesne stało się najbardziej pożądaną konfiguracją.

źródło: RM Sotheby’s
To właśnie klasyczna metalowa prowadnica zmiany biegów stała się dziś symbolem tego samochodu. Przy każdym ruchu lewarka słychać charakterystyczny metaliczny dźwięk, który dla wielu miłośników starszych Lamborghini jest równie ważny jak brzmienie silnika. W samochodzie kolekcjonerskim coraz większą wartość ma doświadczenie, którego nie można odtworzyć w późniejszych modelach.
Aventador nadal oferował wolnossące V12, ale nie występował z klasycznym manualem, natomiast współczesne Lamborghini Revuelto poszło jeszcze dalej, łącząc dwunastocylindrowy silnik z układem hybrydowym i zaawansowaną przekładnią. Manualne Murciélago SV staje się tym samym materialnym punktem granicznym pomiędzy dwiema epokami.
Marrone Eklipsis – jedyny taki Murciélago SV
Gdyby samochód był jedynie jednym z pięciu manualnych SV, już wystarczyłoby to do uzyskania wyjątkowego statusu. Tymczasem jego konfiguracja została dodatkowo zamówiona przez program personalizacji Ad Personam i prawdopodobnie nie ma drugiego identycznego egzemplarza. Nadwozie pokrywa Marrone Eklipsis, głęboki metalizowany odcień brązu nawiązujący do końcowej serii Lamborghini Diablo VT 6.0 SE. Dom aukcyjny Sotheby’s podkreśla, że jest to jedyny Murciélago LP 670-4 SV wyprodukowany w tym kolorze.
W kabinie zastosowano natomiast dwubarwną kompozycję Marrone Janus i Avorio Lilium, uzupełnioną detalami oraz przeszyciami Grigio Phoenix. Zamiast typowych dla SV lekkich foteli kubełkowych z włókna węglowego zamówiono wygodniejsze siedzenia znane z LP640, co tworzy nietypowe połączenie najbardziej ekstremalnej wersji Murciélago z konfiguracją pozwalającą bardziej komfortowo pokonywać dłuższe trasy.

źródło: RM Sotheby’s
Rzadkość nie kończy się jednak na kolorze i skrzyni biegów. Samochód otrzymał również znacznie mniej spotykany pakiet aerodynamiczny z tak zwanym Low Drag Wing zamiast gigantycznego tylnego skrzydła, z którym większość osób automatycznie kojarzy Murciélago SV. Według RM Sotheby’s zaledwie trzy egzemplarze LP 670-4 SV miały zostać skonfigurowane z takim rozwiązaniem.
Tylko 7906 kilometrów od nowości
Kolejnym argumentem przemawiającym do kolekcjonerów jest przebieg. W momencie katalogowania samochód miał on na liczniku zaledwie 7906 kilometrów. Jak na szesnastoletnie Lamborghini oznacza to niezwykle ograniczoną eksploatację. Niski przebieg sam w sobie nie gwarantuje oczywiście idealnego stanu technicznego, ponieważ w starszym supersamochodzie równie istotne są regularne serwisy, stan elementów gumowych, płynów, hydrauliki, uszczelnień czy sprzęgła.
Jednak dla rynku kolekcjonerskiego połączenie małego przebiegu z oryginalną, unikatową specyfikacją i udokumentowaną historią produkcji stanowi niezwykle silny zestaw.

źródło: RM Sotheby’s
Ostatnie Lamborghini V12 z manualem może stać się ikoną kolekcjonerską
Historia tego Murciélago pokazuje również coś szerszego o kierunku, w którym zmierza motoryzacja. Przez dekady manualna skrzynia była czymś zwyczajnym, a jej brak wymagał dopłaty do bardziej zaawansowanej technologii.
Dziś sytuacja się odwróciła. W supersamochodach ręczna zmiana biegów stała się luksusem samym w sobie, ponieważ oferuje rzecz, której nie da się zmierzyć czasem okrążenia: fizyczne zaangażowanie kierowcy. Kiedy dodamy do tego wysokoobrotowe wolnossące V12, napęd na cztery koła, drzwi unoszone do góry i sylwetkę zaprojektowaną jeszcze w czasach, gdy supersamochód miał przede wszystkim wyglądać i brzmieć spektakularnie, otrzymujemy jeden z najbardziej charakterystycznych symboli analogowej motoryzacji.

